Jakub Kluziński: dlaczego kocham Radom? Blog założyciela i prezesa Stowarzyszenia Kocham Radom oraz Stowarzyszenia Radomian w Warszawie



Add to Technorati Favorites


Blog > Komentarze do wpisu

Co z radomskim lotniskiem? Co z zalążkiem radomskiego uniwersytetu?

Dzisiejszy dzień przyniósł drugą w tym tygodniu niepokojącą informację dla Radomia. Po ogłoszonej w poniedziałek na sesji Rady Miejskiej przez posła Krzysztofa Sońtę odpowiedzi na jego zapytanie o radomskie lotnisko, jaką otrzymał od Tadeusza Jarmuziewicza, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, dziś pojawiła się druzgocąca odpowiedź z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie radomskiego wniosku o utworzenie Wyższej Szkoły Zawodowej. Nie wiem, jak tłumaczyć obydwie reakcje inaczej niż lekceważeniem połączonym z całkowitą nieznajomością radomskich realiów. Chyba że jest to w pełni świadome działanie z premedytacją. Wówczas byłby to znak, że jest bardzo niedobrze.

Najpierw w poniedziałek na sesji Rady Miejskiej poseł Krzysztof Sońta przekazał radnym odpowiedź, jaką otrzymał z Ministerstwa Infrastruktury. Tadeusz Jarmuziewicz, Sekretarz Stanu w ministerstwie, w odpowiedzi na pytanie posła o wsparcie, na jakie może liczyć radomskie lotnisko, odpowiedział listą argumentów długą na całą stronę A4, dlaczego lotnisko w Radomiu nie otrzyma z budżetu ŻADNEGO wsparcia. Konkluzja jest taka, że liczyć możemy jedynie na siebie, ewentualnie na inwestora prywatnego, bo również z pieniędzy unijnych nie dostaniemy nic, gdyż w województwie mazowieckim wsparcie otrzyma Modlin. Ot, prosto w oczy.

Jednak na końcu odpowiedzi znalazło się jedno kuriozalne wprost zdanie sugerujące, żeby przy planach rozwoju lotniska w Radomiu wziąć pod uwagę... "plany budowy lotniska regionalnego w Obicach koło Kielc". Rozumiem, że taką odpowiedź można było uzyskać rok temu, kiedy mrzonki o wybudowaniu w szczerym polu lotniska pod Kielcami - pomnika chorej ambicji pewnego posła z kieleckiego - były jeszcze aktualne. Ale dziś, kiedy ze wszystkich stron pomysł utopienia 1,5 miliarda złotych publicznych pieniędzy w pole pod Kielcami został całkowicie skrytykowany, taka odpowiedź to jakieś kuriozum! Tematem podobno zainteresowali się inni posłowie - poseł Marek Wikiński spotkał się ponoć w tej sprawie wspólnie z minister Ewą Kopacz z p. Jarmuziewiczem. Ponoć pismo to wynik niedopatrzenia czy błędu urzędników. Ale czyżby?

Moim zdaniem należy dmuchać na zimne. I choć sytuacja i perspektywy rozwoju lotniska w Radomiu są wręcz idealne - lotnisko istnieje, jest położone zarówno na tyle blisko Warszawy, żeby móc pełnić rolę lotniska dla stolicy i południowej części województwa mazowieckiego, szacowany popyt jest wystarczający, istnieje spółka operatorska Port Lotniczy Radom S.A., która na dodatek ma podpisaną umowę operacyjną z wojskiem - to obawiam się, że nadal ktoś rzuca nam polityczne kłody pod nogi. Do uruchomienia lotniska potrzebna jest zgoda wojska na zbudowanie części cywilnej. A to, mimo podpisania umowy operatorskiej z wojskiem, może się ciągnąć. Testem szczerości intencji będzie to, kiedy spółce PLR S.A. uda się przejąć choć część terenu. Bez wsparcia politycznego na wysokim szczeblu się nie obejdzie, a to że obecne władze Radomia na życzliwość władz państwowych liczyć nie mogą, to raczej mocno prawdopodobne.

Drugi bulwersujący temat pojawił się dziś po południu. Otóż wniosek władz miasta do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o utworzenie w Radomiu Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej nie tylko został odrzucony, ale według relacji prasowych poradzono Radomiowi zaniechać dalszych starań o utworzenie w Radomiu drugiej uczelni państwowej, bo przecież mamy już Politechnikę, a uczelnie humanistyczne są w Kielcach, Lublinie, Warszawie czy Łodzi.

Nie zakładam, że wniosek przygotowany przez władze Radomia był powalający. Nie widziałem go, gdyż miasto nie uznało za słuszne go opublikować. Ba, mając jednak na uwadze wiele innych przykładów nieudolności zakładałbym w ciemno, że był kiepski. Jednak komentarz MNiSW i sugestie, abyśmy nie robili sobie nadziei na publiczną uczelnię humanistyczną w naszym mieście zakrawa na skandal. Pokazuje po raz kolejny traktowanie Radomia w kategorii miasteczek powiatowych - i to tych z niższej ligi, nawet nie jako duży powiat grodzki.

I co należałoby tu napisać? Że wiele miast ma po dwie uczelnie publiczne? Że w miastach tracących status wojewódzki podczas ostatniej "reformy" z "automatu" tworzono uczelnie publiczne (Tarnów, Słupsk, Chełm, Nowy Sącz), a ostatnio Wyższa Szkoła Zawodowa powstała nawet w 30-tysięcznym Sandomierzu?

Radom ma 220 tysięcy mieszkańców. Jest 14. co do wielkości miastem w Polsce. Miastem o niemal 1000-letniej historii, miastem, które przez wieki pełniło rolę ośrodka regionalnego, momentami nawet w skali kraju, a bezdyskusyjnie w skali regionu. Trzeba o tym przypominać, bo na każdym kroku okazuje się, że mało kto o tym pamięta. Zatrważająca jest zwłaszcza świadomość wśród wysokiej rangi decydentów, polityków, "naukowców". Przypomnę tylko, że kilka lat temu Radom nie znalazł się wśród 50 (sic!) polskich miast historycznych! Wielka kapituła pod kierownictwem profesora Samsonowicza - mediewisty (sic!) nie uznała za niewłaściwe, żeby Radom nie znalazł się w gronie miast znaczących. Kładę to na karb totalnej niewiedzy i nieświadomości. Po prostu w powszechnej opinii, w powszechnej świadomości Radom klasyfikuje się w gronie miast rangi Grójca czy Sochaczewa. Smutne to, ale stoją za tym lata zaniedbań i zaszłości.

Co dalej? Działania władz Radomia niestety niewiele przyczyniają się do poprawy stanu rzeczy. Już z samego faktu, że w Radomiu rządzi PiS, a w kraju PO wynika, że stoimy praktycznie na straconej pozycji. Gdy górę bierze polityka, wiele decyzji podejmuje się kalkulując, żeby komuś pomóc albo zaszkodzić. Niestety, ani władze centralne ani władze lokalne najwyraźniej nie są w stanie wznieść się ponad te podziały, a traci na tym Radom.

To, że współpraca ponad podziałami nie jest niemożliwa, pokazuje przykład skutecznego działania wielu innych miast (Wrocław, Gdynia, Kielce). A już całkowicie nie do obronienia jest fakt, że przez niemal rok - od wyborów samorządowych w listopadzie 2006 do parlamentarnych w październiku 2007 - rządziła w Polsce i w Radomiu ta sama opcja (PiS), z czego Radom niestety nie odniósł ŻADNEJ korzyści. Wbrew zapowiedziom ówczesnego kandydata na prezydenta Radomia i nadziejom wielu radomian, również tych, którzy na Andrzeja Kosztowniaka nie głosowali.

Co dalej? Mozolna praca "u podstaw". Próba wziesienia się ponad podziały. Umiejętna promocja Radomia, podkreślanie jego atutów, rangi, historii. Zapraszanie do Radomia decydentów. Pozyskiwanie autorytetów. Drążenie, drążenie i jeszcze raz drążenie. Jak kropla drąży skałę.

czwartek, 03 kwietnia 2008, jdk

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/04/04 16:35:18
Bardzo dobre słowa:)))
-
jdk
2008/04/06 23:57:17
A dziękuję serdecznie! :)